wtorek, 16 stycznia 2018

O tym jak Dosia poszła na bal...


Opowiem Wam dzisiaj o tym jak poszłam na bal w jednej sukience, a wróciłam w zupełnie innej...

Naprawdę czekałam na ten eBal, bo tak nazywa się bal informatyka. Wiecie jak to jest. Po prostu raz na jakiś czas chcemy wyglądać pięknie. A jak jeszcze ktoś nam zrobi wtedy zdjęcie to już w ogóle...
O sukience myślałam od dawna. Nieustannie w głowie siedziała mi Vivien burgund od Szyjemy Sukienki, planowałam ją kupić, albo podobną, ale ostatecznie zrobiło mi się trochę głupio, że przecież umiem szyć, krój jest bardzo klasyczny, nie ma tu żadnych skomplikowanych konstrukcji, a ja bardzo się lubię w krojach tego typu.  Nie jest żadną tajemnicą, że kolor bordowy jest moim ulubionym. Dlatego od początku wiedziałam, że jak taka sukienka to właśnie w takim kolorze. 4 metry najpiękniejszego materiału na świecie kupiłam w Milanexie w Krakowie na Św. Filipa. Do tego 3 mb podszewki i chyba 3 kolejne sztywnego, czarnego tiulu. Trochę ciężko mi stwierdzić co to dokładnie jest za materiał. Myślę, że jakaś mieszanka poliestru z wiskozą, z domieszką elastanu. Tkanina jest dość sztywna, ma stronę lekko połyskującą i matową, świetnie się prasuje, prawie nie wyświeca. Właściwie to jestem fanką matowych wykończeń, a błysk kojarzy mi się z tanimi satynowymi sukienkami na studniówki. Ble. Ale kiedy zobaczyłam ten - wiedziałam, że mat zostanie na lewej stronie.  
Uszyłam ją między świętami, a sylwestrem, w domu w Bydgoszczy i przywiozłam do Krakowa. Mówiłam Wam, że znów mieszkam w Krakowie? Jest najlepiej. Mam tu już swoją pierwszą TYLKO MOJĄ maszynę, ale tam jest też overlock. A zdecydowanie w tej kiecce był mi potrzebny. 


Znacie to uczucie, że coś pójdzie nie tak? Mnie prześladowało od początku. Ale jak widzicie na zdjęciach zrobionych tuż przed wyjściem z domu - sukienka się udała. A ja byłam niesamowicie szczęśliwa, że wyglądam dokładnie tak jak sobie wymarzyłam. Szkoda, że trwało to tylko 10 minut... 

Przed wyjściem poprosiłam mojego K. żeby zrobił mi zdjęcie. Właściwie teraz bardzo się z tych zdjęć cieszę, bo mam pamiątkę. Wybaczcie, że są trochę poruszone, i jest ich tylko tyle. Ale więcej nie ma.

Jak już wspominałam, moja radość trwała 10 minut. Wysiadając z ubera pod hotelem poczułam najgorsze co mogłam poczuć. Łamiącym się głosem powiedziałam: 
-K. pękła mi sukienka!
-Pokaż, ja ocenię czy widać. Oj...

Pękł zamek z tyłu. Sytuacja była nie do uratowania 15 minut przed balem. W pierwszej chwili chciałam go zaszyć na sobie. Ale nie umiem szyć na sobie z tyłu. I nie było nikogo, kto mógłby to zrobić. Zresztą, to nie byłby mądry pomysł. Nie wiem co Wy zrobilibyście w takiej sytuacji (jeśli komuś z Was coś takiego się przytrafiło, koniecznie mi o tym napiszcie). Wiem co zrobiłam ja. Rozpłakałam się. I tylko przekonywania K., że popsuję makijaż powstrzymały mnie przed totalną rozpaczą.
Nie miałam żadnego pomysłu co zrobić w takiej sytuacji. W głowie zrobiłam szybki przegląd szafy. Brałam pod uwagę sukienkę z poprzedniego roku. Ale na samą myśl chciało mi się płakać. Nie po to tak się starałam, szukałam fryzjera i marzyłam o pięknych zdjęciach z balu, żeby wszystko popsuła sukienka z zeszłego roku. 
Na szczęście K. zawsze zachowuje zimną krew. Złapał kolejnego ubera. Potem zabrał samochód z domu i zawiózł mnie do galerii. Jeśli w ubiegłą sobotę widzieliście w Galerii Krakowskiej parę w garniturze i sukience, wystrojonych jak na bal - to byliśmy my.
Nie było zbyt dużo czasu, więc było jasne, że wejdziemy do jednego sklepu i wyjdziemy z nową sukienką. Jestem żywym przykładem, że można kupić sukienkę w kwadrans (w tym czas jaki zajęło pokonanie drogi na parking w tę i z powrotem).  
-Dzień dobry, potrzebuję sukienki na już, na teraz, w tej chwili - powiedziałam wchodząc do jedynego sklepu jaki przyszedł mi do głowy, AGGI. 

Pani okazała się bardzo pomocna i dziesięć minut później odcinała metkę żebym mogła wyjść już w nowej sukience.
Na bal przyjechaliśmy spóźnieni pięćdziesiąt minut. Mam nadzieję, że mimo tego, że nie wyglądałam tak jak sobie wymarzyłam, fotograf, zrobił nam choć jedno dobre zdjęcie. Dowiem się za kilka dni.


Zapytacie zapewne: dlaczego sukienka pękła?
Cóż... Codziennie je sobie zadaję. Prawdopodobnie była za ciasna. Być może zamek był słaby. Opcjonalnie, miałam pecha. Ale zaskoczę Was: bardzo cieszę się, że tak się stało. 
Czemu? Dlatego, że już, już za chwilę będę szyć najważniejszą sukienkę w życiu mojej nierodzonej siostry. I wolałabym żeby pękło mi dziesięć sukienek już jej ta jedna. I wyciągnę z tego bardzo ważny wniosek PORZĄDNEGO testowania zanim w czymkolwiek wyjdę z domu.
Robiliście kiedyś "crash test" sukienki? Ja zacznę.
Lekcja na dziś? Dopasowane ubrania są piękne, ale jeśli wydaje Wam się, że wytrzymacie cały wieczór w czymś opiętym to prawdopodobnie macie rację. Ale to coś może mieć na ten temat całkiem inne zdanie... 


Pozdrawiam,
Dosia


______________________
FACEBOOK:
INSTAGRAM:
GRUPA:

10 komentarzy:

  1. Oby to była ostatnia taka niespodzianka! :) A od samej sukienki nie mogę oderwać oczu ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Cieszę się, że Ci się podoba :D

      Usuń
  2. To jednak z zamkiem musiało być coś nie tak. Mi też się zdarzył kiedyś taki lewy. Wielka szkoda, że nie mogłaś wystąpić w tej sukience, bo wyglądasz w niej zjawiskowo, ale mam nadzieję, że ją naprawisz i jeszcze kiedyś w niej wystąpisz ☺.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że to wina suwaka, a nie moja :/ Naprawię ją, ale obawiam się, że trochę to zajmie, bo będę musiała pokonać niechęć i uraz. Ciężko znów zaufać sukience, która zrobiła coś takiego :P

      Usuń
  3. Myślę, tak jak Kasia, zamek musiał mieć jakąś wadę, bo tylko raz zdarzyła mi się taka sytuacja, co prawda była to przymiarka gotowej sukienki przez klientkę, ale też zamek trzasnął, a nie powiem żeby była ciasna. Co do samej sukienki jest cudowna i nie wydaje mi się, zeby był taki efekt z mniej połyskujacej tkaniny :) więc nie powinnaś mieć oporów w jej noszeniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Chyba pierwszy raz podoba mi się połyskująca sukienka ;)

      Usuń
  4. Piękna ta sukienka. Udało Ci się ją naprawić czy jednak zrezygnowałaś z tego? Dobrze, że dałaś radę kupić inną w tak szybkim czasie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wciąż wierzę, że ją naprawię, ale od trzech tygodni leży w torbie, w którą ją włożyłam po kupieniu nowej...

      Usuń
  5. ale mam nadzieję, że ją naprawisz i jeszcze kiedyś w niej wystąpisz ☺.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po dwóch miesiącach, wciąż mam uraz :/

      Usuń

Copyright © 2014 Red Strawberry Lips , Blogger