piątek, 24 czerwca 2016

Marzenia się spełnia


Nie raz i nie dwa zdarza się, że gdy opowiadam komuś jak to zostawiłam całe swoje dotychczasowe życie i przeprowadziłam się 500 km by spełniać swoje marzenia słyszę, że "wow, ale fajnie, że masz coś takiego, ja w sumie nawet nie lubię moich studiów"... Ludzie, co z Wami? Zamierzacie przetrwać swoje życie zamiast je przeżyć? Robiąc coś co nie sprawia Wam żadnej satysfakcji? Nie jest ani dobre, ani pożyteczne, ani ciekawe? Marny pomysł.

"Dorota, marzenia są po to, żeby marzyć, a życie jest od życia". Otóż nie. Ale wszystko zależy od nas samych.
Czasem o ludziach, którzy są szczęśliwi, bo robią w życiu to co kochają, ma się bardzo mylne pojęcie. Bo oni mają fajnie, bo im się coś udało. Jednak nikt nie wie ile włożyli w to pracy, ile musieli poświęcić, a często i wycierpieć. Do dziś pamiętam minę pani w biurze pośrednictwa, gdy zapytała mnie, dlaczego uważam, że nadaję się do pracy na produkcji. Pamiętam ucisk w gardle, gdy dostałam wypowiedzenie ze Stradivariusa; wiecie, mówią, że cięcia kadrowe, a i tak wiesz, że wylatujesz Ty, bo się do tego nie nadajesz. Pamiętam zmęczenie po dziesięciu godzinach stania i prasowania poduszek w szwalni. Pamiętam jak zrobiło mi się słabo od żelazek i nie byłam w stanie pracować. I wstawanie o czwartej nad ranem też pamiętam. I śnieg, i przesiadki, i upokorzenie, bo jestem najmłodsza, nic nie umiem i nie zasługuję, aby traktować mnie z szacunkiem.
Ale nigdy się nie poddałam. Zarobiłam na przeprowadzkę, dostałam pracę, którą kocham, mieszkam w pięknym mieście. I pamiętam więcej radości niż złych chwil. To jak jeździłam do Krakowa na rozmowy kwalifikacyjne, jak uśmiechałam się, gdy złożyłam wypowiedzenie w szwalni, jak w samochodzie pełnym gratów niezbędnych do rozpoczęcia nowego życia, słuchałam słów piosenki: "sto razy powiedz mi kim jestem i powiedz mi czego nie osiągnę, a ja na pewno to zrobię!" 
I wiecie co? Jestem szczęśliwa nie dlatego, że mam to co mam. Jestem szczęśliwa, bo wiem ile pracy mnie to kosztowało. I to chyba sekret szczęścia. Dużo walki i o to czego się pragnie i wiara. Że się uda.
A że apetyt na szczęście wciąż rośnie... Kilka dni temu zapisałam się na warsztaty baletowe. Ot, takie marznie z dzieciństwa. Młodsza już nie będę. A za rok idę do Santiago de Compostela. I chociaż nie wiem skąd wezmę na to worek pieniędzy, to jednak wiem, że to osiągnę. Bo dlaczego nie?
"Kto nie dotrze do fal, nie popłynie na ich grzbiecie"...

   
Dlaczego o tym wszystkim piszę akurat teraz? Bo uszyłam tiulówkę, o której zawsze marzyłam. Ale nie miałam ani umiejętności, ani za bardzo funduszy. Na pewne rzeczy trzeba w życiu poczekać. I wtedy smakują najlepiej.
"-Dorota, gdzie Ty będziesz w niej chodzić??
-Jak to gdzie?! Nigdzie."
 
Ale uszyłam. Bo umiem. Bo chciałam. I tak naprawdę to będę w niej chodzić. Nawet w zwykły dzień. Po bułki. Kajzerki. I myć w niej naczynia. Bo czemu nie uczynić każdego dnia wyjątkowym?


Cztery metry długości, trzy szerokości, siedem warstw, każda marszczona oddzielnie (tylko jedna podwójnie), podszewka z koła, kryty zamek, kilka godzin pracy. Przyznam, że przed wszyciem paska trochę się martwiłam, że wyjdzie beza, ale na szczęście tak się nie stało. Sporo zdjęć z procesu twórczego znajdziecie na moim Facebooku i Instagramie. Jeśli chcecie więcej informacji o szyciu to dajcie znać w komentarzach - uzupełnię. Tylko tyle napiszę, że mam w domowej maszynie ostro zakończoną stopkę i tiul chętnie się zaciągał. A tuż przed zdjęciami zahaczyłam obcasem i lekko rozdarłam dwie spodnie warstwy. Ale nic nie widać, spokojnie. Cóż, taka cena próby wyglądania jak księżniczka... Aha! No i wcześniej wypaliłam dziurę... Nie prasujcie tiulu bez zaparzaczki. Nawet jeśli codziennie robicie to w pracy. Okazuje się, że żelazko z parą to nie to samo co żelazko przemysłowe.


   

Na koniec jeszcze kilka słów o marzeniach. Ostatnio bardzo mnie inspirują dwa blogi. Życie stewardessy i WhitePointeShoes. Zerknijcie. Te dwie kobiety doskonale pokazują jak piękne jest życie marzeniami, że ich spełnianie jest możliwe. I kosztuje wiele, ale sprawia, że można być szczęśliwym. I ja też jestem.









Pozdrawiam,
Dosia

______________________
SKLEP Z KOSZULKAMI:

18 komentarzy:

  1. Piękna spódniczka, wyglądasz w niej cudnie ;-) ja też uważam że marzenia trzeba spełniać niezależnie od tego ile się ma lat, życie jest piękniejsze jeśli się robi to co się kocha a jak już praca nie daje satysfakcji to trzeba mieć pasję. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Prześlicznie Ci w tej tiulówce. I bardzo mi się podoba Twoje podejście, że będziesz w niej chodziła po bułki. A czemu niby nie? Jeśli tylko czegoś chcemy i czujemy się z tym dobrze, to nie uważam, że powinniśmy się ograniczać, z obawy, co sobie ludzie pomyślą. Zazwyczaj nie myślą nic ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda! Spędzamy zdecydowanie za dużo czasu na analizowaniu "co też sobie inni pomyślą", a to przecież całkiem bez sensu :D
      Dziękuję za miłe słowa ;)

      Usuń
  3. Świetna tiulówka :))) Powodzenia w spełnianiu dalszych marzeń! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie Ci w tej tiulówce. Uszyłaś ją rewelacyjnie. Sama jeszcze się nie odważyłam takiej uszyć, ale jest na mojej liście "do uszycia":-). Zgadzam się z Tobą w 100% - marzenia są po to by je spełniać, a wyglądać możemy wspaniale każdego dnia jeśli chcemy - nikt nam tego nie może zabronić:-). Podobno Włoszki słyną z tego, że zakładają codziennie najlepsze swoje ubrania, bo lubią wyglądać pięknie nie tylko od święta, ale w każdej chwili, podoba mi się takie podejście. Noś swoją tiulówkę kiedy tylko Ci się spodoba i ciesz się tym, pozdrawiam ciepło. Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :D Trzymam kciuki za Twoją tiulówkę :)
      A kto wie, może mam coś z Włoszki, bo zawsze miałam bzika na punkcie tego kraju ;)

      Usuń
  5. Podziwiam Cię! podziwiam twoje zaparcie i dążenie do celu! oby tak dalej :D rozwijaj się i idź do przodu :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Czuję jakbym czytała o sobie,bo przeszłam podobną drogę jeśli chodzi o pracę w szwalni, a nawet wcześniej, bo w mojej pierwszej szyciowej szkole, gdzie nauczycielka zamiast zachęcać to mnie wyśmiewała i gnębiła. Pamiętam, że zawsze miałam w głowie myśl, że jeszcze jej pokażę i wiesz co, udało się. Co prawda ona nie wie jak duże sukcesy mam na koncie, ale najważniejsze, że ja o tym wiem i że się nie poddałam :) Fajna z Ciebie dziewczyna! Będę wpadać na Twojego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. Super, że się nie poddałaś! Mnie w szkole "olewała" nauczycielka od konstrukcji. Wszyscy dostawali konkretne zadania, a ja miałam sobie robić co tam chcę... ciekawie było ;)
      Gratuluję sukcesów :)

      Usuń
  7. Marzenia mieć trzeba i warto iść za głosem serca. Trzymam kciuki a tiulówka "po bułki" wyszła Ci wspaniale!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okazało się, że sprawdza się nie tylko do mycia w niej naczyń, ale nawet na imprezę :D dziękuję!

      Usuń
  8. Zgadzam się z Twoim podejściem do życia :) trzeba czerpać z niego garściami bo nigdy nie wiemy co będzie jutro.. a spódniczka wyszła Ci pięknie, i w dodatku ten kolor mnie urzekł :)

    OdpowiedzUsuń
  9. ślicznie wyglądasz :)

    http://paranoyy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Red Strawberry Lips , Blogger