sobota, 14 listopada 2015

Blue jeans, white collar

Wierzcie, lub nie, ale zaczynam pisać tego posta siedząc na przystanku i czekając na autobus. Takie uroki pracy na popołudnie :/
Ile to już bez posta na blogu...? 45 dni. Październik zleciał mi tak szybko. Ostatnio w ogóle czas szybko mi ucieka. Jeszcze tak niedawno zachwycałam się Wilnem i robiłam zdjęcia nad Niemnem ;) A tu listopad. 
Jeśli chodzi o szycie to przyznaję szczerze - miałam kryzys. W ogóle nie chciało mi się szyć. Potrzebowałam przerwy. Każdy tak ma, to nic nowego :) Najważniejsze żeby wrócić. Więc wracam i przedstawiam Wam moją nową jeansową sukienkę.





Kiedy zobaczyłam model 108A w Burdzie 9/2015 już wiedziałam, że musi być moja. Właściwie to nawet kupiłam tę Burdę ze względu na ten model. Z początku myślałam właśnie o bordowej, ale kiedy dostrzegłam ozdobne stebnówki na rysunku technicznym - to musiał być jeans. I oczywiście biały, koronkowy kołnierzyk. Ze znalezieniem materiału nie miałam większego problemu. Kupiłam 1,5 m z zamiarem wykorzystania kawałka do innego projektu (niestety, moje roztrzepanie skutecznie mi to uniemożliwiło, ale o tym za chwilę :P ). Ze znalezieniem odpowiedniego kołnierzyka nie poszło tak łatwo :/ 
Na moim facebooku pokazywałam Wam już ten, który kupiłam wcześniej.




Nie mogłam się do niego przekonać, coś mi wciąż nie pasowało. Kiedy już uznałam, że ok, przyszywam go - okazało się, że to kołnierz trochę innego typu i po prostu nie da się go przyszyć do mojego podkroju szyi. Chyba, że bym go obcięła i został tylko z przodu. Ale tak szczerze. Nie po to się szyje wymarzone sukienki, żeby później się okazało, że nie są wymarzone :) Po kolejnych długich i intensywnych poszukiwaniach (a właściwie w osiedlowej pasmanterii) udało mi się znaleźć kołnierzyk idealny :)
Sukienka zasadniczo jest dosyć prosta. Dlatego banalnie łatwo ją popsuć. Mnie się to udało wyjątkowo :) Co zrobiłam nie tak? Rzućcie jeszcze raz okiem na zdjęcie powyżej. To z pracowni. Widzicie to? Nie? To spójrzcie na dół sukienki. Jeszcze nie? To na miejsce gdzie przód łączy się z tyłem... Nie, to nie kwestia perspektywy. Przód jest jakieś dobre 12 cm dłuższy od tyłu... A żeby rozwiać ostateczne wątpliwości - tak, długość sukienki jaką chciałam mieć dobierałam do przodu. Moment, w którym się o tym zorientowałam, krótko mówiąc, nie był najszczęśliwszym momentem w moim życiu :P
Wyrównanie do tyłu nie wchodziło w grę. Po pierwsze, nie lubię za krótkich sukienek. Po drugie, krój jest dosyć "dziewczęcy" i ostatecznie wyglądałabym, jakbym tę sukienkę pożyczyła od młodszej siostry. Dziękuję bardzo. 
Uruchomiłam, więc drzemiące we mnie pokłady kreatywności i wymyśliłam, że z kroju lekko rozszerzanego ku dołowi, zrobię lekko "bombkowaty" i doszyję coś w rodzaju ściągacza. Taaadaaam! Sukienka uratowana :D








Bałam się, że ostatecznie, przez sztywność materiału, będzie wyglądać trochę jak taka "tuba", ale chyba nie jest aż tak źle. Co myślicie? Mnie się w sumie podoba :)
Pozdrawiam,
Dosia


PS. Zdjęcie sukienki pojawiło się w marcowym numerze Burdy :)


______________________
FACEBOOK:
https://www.facebook.com/redstrawberrylips/

8 komentarzy:

  1. Śliczna sukienka. :) Dużo bardziej mi się podoba niż Burdowa realizacja. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uwielbiam bordowy kolor, więc ciężko mi się zdecydować :D

      Usuń
  2. Najważniejsze, że ma kieszonki. Krecik by krzyknął " ah jo"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah jo! :D
      Ale do kieszonek nic się nie mieści :(

      Usuń

Copyright © 2014 Red Strawberry Lips , Blogger