poniedziałek, 4 września 2017

Kobieta, którą nie jestem


Znacie ten nieprzyjemny "uczuć", kiedy jesteście gdzieś spóźnieni? Do pracy, do szkoły, na studia. Ale tak spóźnieni od serca. Żadne dwie, trzy minutki. Powiedzmy, takie konkretne czterdzieści. Wiecie, musicie wejść do sali/klasy/biura i wszyscy będą na Was patrzeć. Że nie da się tak przemknąć po cichu, tak, że nawet nikt nie zauważy, że Was nie było. Musicie przejść przez środek i jeszcze powiedzieć "dzień dobry". To tak się mniej więcej teraz czuję. Dzień dobry!

Patrzę sobie na zdjęcia na moim blogu. Sukienki, sukienki, spódnice. I wiecie co? Ta osoba na zdjęciu, to kobieta, którą nie jestem. Ona wydaje się taka eteryczna, czasem kobieca z klasą, czasem dziewczęca. Lubię ją, lubię na nią patrzeć. Ale nią nie jestem...


Żeby była jasność, dziewczyna ze zdjęć i autorka bloga to jedna osoba. Ale co Wam będę mówić, że codziennie mam czerwone usta i tiulówkę. Nie mam. Po bułki chodzę w jeansach i bez makijażu. Wcale nie noszę często szpilek. Na zabój kocham się w trampkach. I wiecie co? To jest ok.

Ktoś może uznać, że to brak konsekwencji, albo nawet hipokryzja. No bo jak można pisać, że się uwielbia sukienki maxi, czerwone usta i spódnice z kontrafałdami, jeśli na co dzień chodzi się w bluzie kupionej na dziale męskim? (Swoją drogą, mega polecam. Najlepsze bluzy kangurki, ciepłe, tanie i bez zbędnych udziwnień, a do tego żaden mężczyzna nie krzyczy: "znowu chodzisz w moich ciuchach!")
Jak można? Normalnie. Lubię do zdjęć wyglądać jak gwiazda hollywood, a potem przebrać się w szary t-shirt i zjeść chrupki, przy okazji brudząc bluzkę czekoladką. 

Czasem jest też tak, że nie mam czasu, albo okazji być tą kobietą ze zdjęcia. Ciężko żebym nosiła spodnie w kant, kiedy pracowałam jako szwaczka. Albo maxi sukienkę do szycia sukni ślubnych. 
Pozostaje pytanie dlaczego je szyję i pokazuję? Bo to lubię. Ubrania szyję dla przyjemności. Takie jakie chcę i jakie mi się podobają. Nie muszę ich później nosić codziennie. (No bo, czasem jednak noszę.) Marnotrawstwo? Takie samo jak zbieranie znaczków. 
Szycie, tworzenie ubrań daje mi radość. Sam pomysł, wybieranie materiału, kombinowanie jak skonstruować, pierwsza przymiarka, końcowa stylizacja, zdjęcia. Nie lubię kiedy coś nie wychodzi. To mnie irytuje. Ale poprawiam. Tak długo, aż będzie dobrze. No przeważnie. Czasem odpuszczam. W pudle leżą dwie sukienki, które wymagają poprawki. Oj...

Wiecie do czego zmierzam? Możecie być kim chcecie. Możecie chodzić w niewyprasowanych koszulkach, a po godzinach szyć zwiewne sukienki. Nienawidzić wuefu, a później pójść na balet (tak, to też ja). Czasem słuchać Rubika, a czasem Sabatonu (nieee, wcaaale to nie ja). Jeśli czegoś chce się spróbować to bez sensu zasłaniać się argumentem "to do mnie nie pasuje". 

Nie jestem kobietą ze zdjęcia. Jestem sobą.





Pozdrawiam,
Dosia


fot. Patrycja Nowakowska
______________________
FACEBOOK:
INSTAGRAM:
GRUPA:

11 komentarzy:

  1. Piękne zdjęcia, cudowna sukienka, trochę mi przypomina film Czarny łabędź i nawet nawiązałaś do baletu w poście. Ja pokazując swoje stylizacje na blogu w większości wszystkie noszę na co dzień do pracy. Chyba, że pokazuję coś pod tytułem..sukienka wieczorowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :D Ja właśnie zazwyczaj szyję mało codzienne ubrania... Może w tym tkwi problem :D

      Usuń
  2. Powiem szczerze, że gdy wczytywałam się w ten tekst, to dokładnie to samo mogłabym napisać o sobie! Też uwielbiam szyć zwiewne i bajeczne sukienki, uwielbiam sesje zdjęciowe, bo mogę wcielić się w każdą postać, którą akurat chcę być, a na co dzień faktycznie chodzę w zwykłych koszulkach, jeansach, bluzach.... no bo gdzie wyjść w kreacji np. z ulubionej bajki? Jedynie na zdjęcia lub bal kostiumowy ;) ale mam z tego ogromną satysfakcję i wiem, że szybko to się nie znudzi.
    jak widzisz, nie tylko Ty tak masz... Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I o to chodzi! Zerknęłam na Twojego bloga, tworzysz świetne rzeczy :D Podziwiam :)

      Usuń
  3. Pieknie napisane. Zawsze bije od Ciebie szczerosc. Milo, ze wrocilas nawet spozniona.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć,
    Przypadkiem tutaj trafiłam i od razu przypadłaś mi do gustu. Sama mogę się każdą kończyną podpisać pod tym postem (tylko u mnie trampki zamieniam na niebieskie gumowce). Najważniejsze być sobą, a nie perfekcjonistką ze zdjęcia.

    Piąteczka!
    Kasia

    Ps. Masz może bloglovin? Chciałabym śledzić Twój blog, a nie mam mediów społecznościowych jak Facebook.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że Ci się tu podoba, rozgość się :D
      Bloglovin nie mam, ale można mnie też śledzić na Google+ ;)

      Usuń
    2. Na pewno będę częściej wpadać.
      I tak właśnie będę Cię śledzić

      Pozdrawiam,
      Kasia

      Usuń
  5. Rozumiem o co Ci chodzi. Tworzenie ubrań jest swojego rodzaju sztuką więc nie przejmuj się tym, ze później w tym nie chodzisz. Ważne, że ich szycie sprawia Ci przyjemność. To tak samo jak z malowaniem obrazu, farby i płótno też kosztują, a mimo to są ludzie dla których to jest pasja i to robią. Warto robić to co nam sprawia przyjemność. Swoje ubrania możesz zawsze spróbować sprzedać lub sprezentować komuś. Na pewno będą chętni. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się porównanie szycia do tworzenia sztuki :D

      Usuń

Copyright © 2014 Red Strawberry Lips , Blogger