wtorek, 14 marca 2017

Krawcowa z klasą - felieton #2

Kadr z filmu Coco Chanel (2009), reż. Anne Fontaine
Marzy mi się świat, w którym zawód krawcowej nie kojarzy się z niecenzuralnie wypowiadającą się szwaczką z produkcji koszul czy pościeli. Marzy mi się świat, w którym krawcowa to kobieta szanowana, której zawód jest potrzebny i doceniany. Modiste. Zdaje się jednak, że cierpimy na niedosyt kobiet z klasą, którym takie krawcowe byłyby potrzebne.

W ostatnim czasie szycie stało się szalenie popularne. No właśnie, szycie. Nie krawiectwo. Prawdziwa krawcowa dalej walczy o przetrwanie, żeby nie podzielić losu szewca i zegarmistrza.
Byle maszynę może kupić każdy. I szyć co tylko mu się podoba. Kocyki z minky, sukienki z dzianiny, literki dla dzieci, tulipany... W żaden sposób nie chcę tego krytykować. Absolutnie. W dzisiejszych czasach podziwiam wszystkich, którzy w wolnym czasie robią coś więcej niż scrollowanie fejsa. Ale posiadanie maszyny nie czyni krawcową. Tak samo jak posiadanie lustrzanki nie czyni fotografem. Potrzeba wiedzy, praktyki, doświadczenia.

Wraz z zanikiem zawodu, zanika też krawiecka sztuka. I to chyba boli mnie najbardziej. Wszyscy chcą szybko, łatwo i "mnie się podoba, kto tu będzie patrzył". To dotyczy nie tylko konsumentów, ale także tych, którzy powinni dbać o profesjonalizm i precyzję w zawodzie. "Pójście na łatwiznę" jest zjawiskiem tak powszechnym, że ze świecą szukać tych, którzy tego nie robią. Nie mówię, że mi się to nie zdarza. Jasne, że tak. Nie pokazywałam Wam nigdy sukni ślubnych, które szyłam. Na blogu widzicie sukienkę z pianki, leginsy, prostą spódnicę. Więc można by przypuszczać, że sama jestem taką krawcową z lidla. Tylko, że nie do końca o same kroje mi chodzi. 

Po publikacji posta ze spódnicą z kontrafałdami dostałam wiadomość z prośbą o wyliczenie ile materiału potrzeba na taką spódnicę dla osoby o danym obwodzie. I dokładne wyjaśnienie co i jak układać. Odpisałam, bo nie widzę powodu, dla którego miałabym komuś nie pomóc. Tylko, że obserwuję coraz większy przyrost osób, za które wszystko trzeba zrobić. Kojarzycie kilka grup "krawieckich" na fejsbuku? Jak uszyć poszewkę na poduszkę? Jak uszyć literkę A? Skąd wyroje? Konstrukcja? Nieeee. Ja chcę wykrój. A swoją drogą, wiecie, że w internecie można kupić wykrój na (sic!) spódnicę z koła?
I jak w tym wszystkim nie ulec wrażeniu, że krawcowa w XXI wieku to osoba niezbyt inteligentna? 

Całkiem nie mam złudzeń dlaczego tak jest. Nasz świat zalały masówki z Chin i Bangladeszu, więc najczęściej oczekuje się od krawcowej żeby coś zwęziła, bądź skróciła. Bo przecież dla producenta logicznym jest, że jeśli mamy dużo w obwodzie to jesteśmy wysocy jak żyrafy, a jeśli jesteśmy wysocy to na pewno - przy kości.
Problem pojawia się, gdy oczekujemy od krawcowej czegoś więcej. Tylko jak nauczyć się szyć eleganckie dwurzędowe płaszcze, skoro klienci przynoszą tylko zamki do wymiany? To mnie martwi. Martwi mnie, że bez pomocy wykroju z Burdy raczej nie stworzę żakietu. Martwi mnie, że grupa ludzi, którym na takim szytym na miarę żakiecie zależy, jest naprawdę niewielka. I martwi mnie to, że dookoła widzę niepraktycznych projektantów i szwaczki, a brakuje prawdziwych krawcowych z klasą...

      
Muszę przyznać, że ten pomysł chodził za mną już od jakiegoś czasu, ale nie byłam pewna czy ma on w ogóle sens. W końcu jednak nie mam nic do stracenia. Postanowiłam stworzyć w internecie odpowiednie miejsce, bo wierzę, że mimo wszystko trochę tych krawcowych z klasą po tym świecie chodzi. Broń Boże, nie uważam się za jakikolwiek autorytet w tej dziedzinie, ale ponieważ aspiruję na profesjonalną krawcową, chciałabym czerpać wiedzę od osób, które się na sztuce znają i chcą, aby przetrwała. Zamarzyła mi się grupa na facebooku, gdzie nikt nie pyta o wykrój na prześcieradło, ani o to gdzie można kupić bawełnę w wozy strażackie. Nie mam pojęcia, czy grupa wypali i czy macie takie same marzenia jak ja, ale co mi szkodzi spróbować. 
Serdecznie zapraszam do Krawcowych z klasą!

Pozdrawiam,
Dosia


______________________
Czytaj dalej »

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Na co czekasz?

Jeszcze tylko (...) i moje życie wreszcie się zacznie. Jeszcze tylko co? Pójdę do liceum? Skończę studia? Wyprowadzę się z domu? Znajdę inną pracę? Wezmę ślub? Co musi się jeszcze w Twoim życiu wydarzyć, żebyś na prawdę poczuł/a, że Twoje życie wreszcie się zaczęło?
Ja tak miałam. Zawsze na coś czekałam. Bo jak zrobię to, to i to. Wtedy, dopiero wtedy, moje życie się zacznie. Ale wiecie co? Kolejne przesuwanie granicy nic nie zmieniało.
A potem ktoś zadał mi to samo pytanie. Na co jeszcze czekasz, żeby poczuć, że Twoje życie się zaczęło? Rozczaruję Cię. Twoje życie trwa. A Ty nie umiesz się nim cieszyć.


Tę lekcję odrobiłam już dawno. Więc dlaczego o tym piszę właśnie teraz? Bo zdążyłam zapomnieć. Od czasu, do czasu warto sobie pewne rzeczy powtórzyć.
Znacie mnie jako osobę, która rzuciła studia, przeprowadziła się do Krakowa i udowodniła, że marzenia się spełnia. Ale niewiele osób wie, że pół roku później dowiedziałam się, że jestem chora i straciłam wszystko na co pracowałam. Ci którzy śledzą mojego facebooka, albo instagrama mieli okazję przeczytać, że miałam operację, która, Bogu dzięki, zakończyła się pomyślnie.
Stąd moja przerwa w publikowaniu postów i w ogóle funkcjonowaniu w social media. Ale o tym co mnie spotkało może jeszcze kiedyś napiszę, a może nie.
Przez ostatnie miesiące znowu wpadłam w myślenie, że chwila obecna "nie zalicza się" do mojego życia. Że to taka przerwa. Że jak wrócę do Krakowa, do pracy, czy czego tam jeszcze, to znowu moje życie się zacznie. Bo teraz ktoś mi wcisnął pauzę. Znacie to podejście?

Dość już tego smęcenia. To nie ma być depresyjny post! Trochę w ostatnich miesiącach przeszłam, ale wiecie co? To najlepsze co mnie w życiu spotkało. Zawsze, gdy coś tracimy, zastanawiamy się po co, dlaczego akurat my? Nie wiem co Was czeka, ale wiem jak będzie ze mną. Ja straciłam wszystko, bo Bóg ma dla mnie coś znaczenie lepszego. A co? Tego nie wiem, ale z pewnością będzie awesome.


Sukienka, którą ostatnio uszyłam w pierwotnym zamiarze miała być na Wigilię. Było to jednak trochę niewykonalne z uwagi na niewielkie zasoby sił. Przesunęłam ją więc na sylwestra. I.... nie zdążyłam. Były inne rzeczy do roboty. Fartuszki na przykład. I sukienka Elizy. Ale to inna historia. Pokażę jak tylko dostanę zdjęcia. Usiadłam, więc któregoś dna i uszyłam. Zajęło mi to kilka godzin. Nie wiem jak. Pewnie dlatego, że jest naprawdę prosta.

Dół zrobiłam tak samo jak moją ostatnią spódnicę, która swoją drogą, bardzo Wam się spodobała. Natomiast góra powstała z przemodelowania retro sukienki. Zrezygnowałam jednak z zaszewek piersiowych i zwęziłam boki. I solidnie rękawy. Wyszło ładnie. Największych zmian dokonałam w tyle. Tak mi się zamarzyło i tak się jakoś ucięło. Ja jestem zachwycona.
Ponieważ chciałam ją możliwie jak najbardziej uprościć - zrezygnowałam z wszelkiego rodzaju zamków i guziczków. Po prostu wkłada się ją przez głowę. Materiał jest na tyle rozciągliwy, że nie ma z tym żadnego problemu.
A właśnie! Nie kupowałam materiału sama. Poprosiłam o to Alę i spisała się na medal. Miał być biały i gruby. Jest idealnie gruby i mięsisty. Szczerze mówiąc to chyba najlepszy materiał, z którego dane mi było szyć. Idealnie się naciąga i wdaje, ale nie przeciąga. Niesamowicie wdzięczne tworzywo. Podobno to... pianka. Do tej pory pianka kojarzyła mi się ze spódniczkami z koła i dziwnymi narzutkami. Czyli w zasadzie kojarzyła mi się bardzo źle. Ale jak są też takie pianki to ja chcę z tego szyć. 




Kilka słów na koniec? Nie czekajcie. Nigdy nie będziecie już tak młodzi jak w momencie, w którym zaczęliście czytać to zdanie. Życie trwa. Nie pozwólcie, żeby się zmarnowało.
Pozdrawiam,
Dosia

______________________
Czytaj dalej »

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Być kobietą w kuchni

Marzy mi się lepszy świat. Marzy mi się świat, w którym kobiety i mężczyźni mają klasę. Im więcej przeglądam internetów, instagramów i facebooków, tym bardziej dostrzegam, że XXI wiek cierpi na deficyt klasy.
Nie prowadzę prywatnej krucjaty, nie będę sobie obiecywać, że zmienię świat na inny, lepszy. Nie zmienię. Ale ja się na taki nie piszę. Jako kobieta klasyczna mam na swoje życie inny plan.
Dlatego powstały fartuszki z klasą! A co!



Czytaj dalej »

poniedziałek, 17 października 2016

Najprostsza spódnica na świecie

Spódnice w ogóle są proste. Nie bez przyczyny wszelkie kursy zaczyna się właśnie od nich. Jak mi się zamarzy jakaś spódnica to wiem, że nie będzie to bardzo wymagający projekt. Dlatego je lubię. Choć, szczerze przyznam, nieczęsto noszę.
Tym razem zdecydowałam się na wersję najprostszą z możliwych, bo spódnicę z kontrafałdami. Łatwiejsza może być już tylko na gumce i z podwójnie złożonego materiału, ale taka już była.

Czytaj dalej »

niedziela, 9 października 2016

W kratkę


Spodnie jak moje życie. W kratkę. I nie zawsze wszystkie kratki się zgadzają. Ale jest w tym jakiś klimat.
Czytaj dalej »

piątek, 24 czerwca 2016

Marzenia się spełnia


Nie raz i nie dwa zdarza się, że gdy opowiadam komuś jak to zostawiłam całe swoje dotychczasowe życie i przeprowadziłam się 500 km by spełniać swoje marzenia słyszę, że "wow, ale fajnie, że masz coś takiego, ja w sumie nawet nie lubię moich studiów"... Ludzie, co z Wami? Zamierzacie przetrwać swoje życie zamiast je przeżyć? Robiąc coś co nie sprawia Wam żadnej satysfakcji? Nie jest ani dobre, ani pożyteczne, ani ciekawe? Marny pomysł.

"Dorota, marzenia są po to, żeby marzyć, a życie jest od życia". Otóż nie. Ale wszystko zależy od nas samych.
Czasem o ludziach, którzy są szczęśliwi, bo robią w życiu to co kochają, ma się bardzo mylne pojęcie. Bo oni mają fajnie, bo im się coś udało. Jednak nikt nie wie ile włożyli w to pracy, ile musieli poświęcić, a często i wycierpieć. Do dziś pamiętam minę pani w biurze pośrednictwa, gdy zapytała mnie, dlaczego uważam, że nadaję się do pracy na produkcji. Pamiętam ucisk w gardle, gdy dostałam wypowiedzenie ze Stradivariusa; wiecie, mówią, że cięcia kadrowe, a i tak wiesz, że wylatujesz Ty, bo się do tego nie nadajesz. Pamiętam zmęczenie po dziesięciu godzinach stania i prasowania poduszek w szwalni. Pamiętam jak zrobiło mi się słabo od żelazek i nie byłam w stanie pracować. I wstawanie o czwartej nad ranem też pamiętam. I śnieg, i przesiadki, i upokorzenie, bo jestem najmłodsza, nic nie umiem i nie zasługuję, aby traktować mnie z szacunkiem.
Ale nigdy się nie poddałam. Zarobiłam na przeprowadzkę, dostałam pracę, którą kocham, mieszkam w pięknym mieście. I pamiętam więcej radości niż złych chwil. To jak jeździłam do Krakowa na rozmowy kwalifikacyjne, jak uśmiechałam się, gdy złożyłam wypowiedzenie w szwalni, jak w samochodzie pełnym gratów niezbędnych do rozpoczęcia nowego życia, słuchałam słów piosenki: "sto razy powiedz mi kim jestem i powiedz mi czego nie osiągnę, a ja na pewno to zrobię!" 
I wiecie co? Jestem szczęśliwa nie dlatego, że mam to co mam. Jestem szczęśliwa, bo wiem ile pracy mnie to kosztowało. I to chyba sekret szczęścia. Dużo walki i o to czego się pragnie i wiara. Że się uda.
A że apetyt na szczęście wciąż rośnie... Kilka dni temu zapisałam się na warsztaty baletowe. Ot, takie marznie z dzieciństwa. Młodsza już nie będę. A za rok idę do Santiago de Compostela. I chociaż nie wiem skąd wezmę na to worek pieniędzy, to jednak wiem, że to osiągnę. Bo dlaczego nie?
"Kto nie dotrze do fal, nie popłynie na ich grzbiecie"...

   
Dlaczego o tym wszystkim piszę akurat teraz? Bo uszyłam tiulówkę, o której zawsze marzyłam. Ale nie miałam ani umiejętności, ani za bardzo funduszy. Na pewne rzeczy trzeba w życiu poczekać. I wtedy smakują najlepiej.
"-Dorota, gdzie Ty będziesz w niej chodzić??
-Jak to gdzie?! Nigdzie."
 
Ale uszyłam. Bo umiem. Bo chciałam. I tak naprawdę to będę w niej chodzić. Nawet w zwykły dzień. Po bułki. Kajzerki. I myć w niej naczynia. Bo czemu nie uczynić każdego dnia wyjątkowym?


Cztery metry długości, trzy szerokości, siedem warstw, każda marszczona oddzielnie (tylko jedna podwójnie), podszewka z koła, kryty zamek, kilka godzin pracy. Przyznam, że przed wszyciem paska trochę się martwiłam, że wyjdzie beza, ale na szczęście tak się nie stało. Sporo zdjęć z procesu twórczego znajdziecie na moim Facebooku i Instagramie. Jeśli chcecie więcej informacji o szyciu to dajcie znać w komentarzach - uzupełnię. Tylko tyle napiszę, że mam w domowej maszynie ostro zakończoną stopkę i tiul chętnie się zaciągał. A tuż przed zdjęciami zahaczyłam obcasem i lekko rozdarłam dwie spodnie warstwy. Ale nic nie widać, spokojnie. Cóż, taka cena próby wyglądania jak księżniczka... Aha! No i wcześniej wypaliłam dziurę... Nie prasujcie tiulu bez zaparzaczki. Nawet jeśli codziennie robicie to w pracy. Okazuje się, że żelazko z parą to nie to samo co żelazko przemysłowe.


   

Na koniec jeszcze kilka słów o marzeniach. Ostatnio bardzo mnie inspirują dwa blogi. Życie stewardessy i WhitePointeShoes. Zerknijcie. Te dwie kobiety doskonale pokazują jak piękne jest życie marzeniami, że ich spełnianie jest możliwe. I kosztuje wiele, ale sprawia, że można być szczęśliwym. I ja też jestem.









Pozdrawiam,
Dosia

______________________
SKLEP Z KOSZULKAMI:
Czytaj dalej »

piątek, 20 maja 2016

Krawcowa w XXI wieku - felieton #1

Kadr z filmu The Dressmaker (2015), reż.  Jocelyn Moorhouse
 - Co studiujesz?
- Nie studiuję. Pracuję. Jestem krawcową. 
- Serio?! I jak to wygląda? Na czym polega? Ale sama wymyślasz? Ale to nie szyją maszyny? Ale jak to się stało? Gdzieś się tego uczyłaś? Nigdy wcześniej nie spotkałem krawcowej. A może uszyłabyś mi...
Czytaj dalej »
Copyright © 2014 Red Strawberry Lips , Blogger