sobota, 19 września 2015

Spodnie Ali

Dokładnie to nie wiem, ale będzie jakiś rok i prawie osiem miesięcy jak w moim pokoju zawitała maszyna do szycia. Pamiętam swoje początki bardzo dobrze... Ale o tym innym razem ;)
Dzisiaj przedstawiam Wam Alę, jedną z osób, które stale wspierają mnie w mojej pasji i dążeniu do marzeń (jeszcze nie do końca sprecyzowanych :P ). Ali marzyły się luźne spodnie w kwiaty. A ja niedawno podobne szyłam, więc dokładnie wiedziałam jak to zrobić. I tak oto powstała pierwsza sztuka odzieży szyta przeze mnie, ale nie dla mnie. Na miarę. 


Od razu przyznaję się, że czekałam na ten moment niecierpliwie i jednocześnie bardzo się tego bałam. Tak, tak, wiem, przesadzam. To tylko spodnie, a nie suknia ślubna :) Ale to zawsze nie dla siebie! Nie można sobie zmierzyć w dowolnie wybranym momencie, nie można przyłożyć do siebie, sprawdzając czy tak nam się na pewno podoba. I wreszcie: nie można machnąć ręką i powiedzieć sobie "tu jest krzywo, ale kto mi tu będzie patrzył"... Nie można. Musi być porządnie :D
Jeśli chodzi o wykrój, to skorzystałam z tego samego modelu co przy okazji moich spodni (TU), czyli Burda 7/2013 model 108. Dopasowałam je, jednak do wizji Ali, czyli poszerzyłam, żeby były bardziej luźne; na wysokości bioder wszyłam wąską gumkę, podobnie na dole nogawek (trochę tego nie widać na zdjęciach, musicie mi uwierzyć na słowo). Kieszenie ukryte w szwach bocznych. 
Materiał to bodajże dżersej. Rozciągliwy. Bardzo rozciągliwy. Wpędził mnie w depresję i załamanie nerwowe. Serio. Musiałam odłożyć szycie na jakieś dwa tygodnie, bo nie miałam serca do nici elastycznych i tegoż dżerseju. Zapytajcie Alę :D Albo lepiej nie, nie przypominajmy jej :P Ostatecznie, doczekała się. Zresztą, zaczęłam się martwić, że nie zdążę uszyć tych spodni do końca lata i Ala będzie mogła ubrać je dopiero na wiosnę. Trochę mi głupio, bo już następnego dnia po zrobieniu tych pełnych słońca zdjęć, popsuła się pogoda :( No nic, uczmy się na błędach - teraz możecie zamawiać u mnie letnie sukienki i stroje kąpielowe, a na wiosnę zapraszam po płaszcze zimowe :P    
Wracając do procesu twórczego to wszystko co mogłam szyłam oczywiście na overlocku. No i szyło się "w miarę". Ale nie wszystko tak się dało. Kieszenie wszywałam na mojej domowej maszynie wieloczynnościowej używając nici elastycznych. Koszmar. Sama nie wiem, może ja coś robię nie tak, że to dla mnie taka tortura? Macie jakieś wspomnienia z użytkowania tychże nici, którymi chcecie się podzielić? Staram się ustawić odpowiednie naprężenie nici, używam igły do dzianin, a one i tak się plączą, rozdwajają i nie chcą współpracować :( Na razie potrzebuję małego odpoczynku od dzianin. Do następnego razu, ani razu :P





Pozdrawiam,
Dosia


______________________
FACEBOOK:
https://www.facebook.com/redstrawberrylips/
SKLEP Z KOSZULKAMI:
http://redstrawberrylips.cupsell.pl/

3 komentarze:

  1. Ja wszystko szyję nićmi poliestrowymi. Boję się jak przysłowiowego ognia tych nici elastycznych. Z szyciem dla kogoś też tak mam - na tyle obawiam się reakcji na efekt końcowy, że zrezygnowałam z szycia dla innych, ale za Twoje plany trzymam mocno kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach to pierwsze szycie dla kogoś innego jest niezwykle emocjonujące :) Niemniej z mojej perspektywy wyszły Ci bardzo fajne, optymistyczne ( to tak przez wzór :) ) spodnie. Rozumiem te chwile grozy i nieskończone pokłady cierpliwości przy jerseyu... Sporadycznie mi się również to zdarza. Wtedy na przykład podkładam papier do pieczenia od spodu i szew jakoś idzie. Nici natomiast używam - jak Monafaktura- poliestrowych. Tych niedrogich, zamawianych hurtowo z allegro. Wiem, że przy dzianinach pomaga ta igła z kuleczką, albo po prostu igła do stretchu tylko musi być idealnie ostra. Pozdrawiam, Natalia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szycie przez papier to całkiem niezły pomysł, tylko igła się trochę tępi :(
      A przy następnej dzianinie chyba rzeczywiście spróbuję nici poliestrowych :)

      Usuń

Copyright © 2014 Red Strawberry Lips , Blogger